Właśnie rozesłałem ludziom z jednej z moich list adresowych kolejnego e-maila. Oczywiście, żadne to wydarzenie, jednak pomyślałem sobie, że zrobię to, czego normalnie się nie robi i opublikuję jego treść. Dlaczego?
Wielu ludzi, którzy są (lub kreują się na) znawcami tematu, udziela wskazówek, jak pisać, żeby chwyciło. W Internecie zaczyna się roić od różnego rodzaju kursów, dzięki którym (za darmo lub odpłatnie) można opanować sztukę copywritingu (jakby nie można było użyć polskiego określenia). Myślę, że tak naprawdę, przede wszystkim potencjalnemu autorowi marketingowych e-maili potrzebne jest lekkie pióro i... co najmniej podstawowa znajomość gramatyki i ortografii. No tak, ale tym niech się zajmują znawcy. A ja publikuję poniżej to, co stworzyłem dosłownie przed chwilą. I proszę o opinie. Mam nadzieje, że będziecie wyrozumiali :)
Tytuł: Marek, masz ochotę na przejażdżkę kombajnem? Masz załatwione (szczegóły w środku)
Witaj!
W drugą sobotę lipca w Łodzi odbyło się kolejne szkolenie liderów
Kyani. Gdyby to jednak było zwyczajne szkolenie, to bym Ci nim głowy
nie zawracał, bo przecież (jeszcze) nie jesteś partnerem tej Firmy.
Ponieważ jednak być może zastanawiasz się, czy nie rozpocząć z nami
współpracy, dlatego piszę w tej sprawie do Ciebie.
W Łodzi był obecny jedne z największych marketerów internetowych na
świecie: Mark Davenport. Wyobraź sobie, że ten facet potrafi w kilka
dni zbudować sobie listę z 40 tysiącami kontaktów! Otóż Mark dla
Kyani kończy właśnie budowę kombajnu, z którym dosłownie zawojujemy
internet. Ta machina będzie nam szukać klientów w 40 krajach Europy i
świata. I wcale nie trzeba znać języków obcych, żeby móc ją
obsługiwać i korzystać z jej pracy.
Ten swoisty kombajn do koszenia kasy będzie testowany już niebawem,
więc niebawem będzie i do naszej dyspozycji. Niestety, nie skorzysta z
niego pierwszy lepszy dystrybutor. Żeby móc nim pojeździć, trzeba
będzie mieć swego rodzaju prawo jazdy. A dostaje się je awansując na
stopień Jade. Już widzę, że się krzywisz :) Ale nie ma nic za darmo.
No i bez przesady: Jade jest w zasięgu każdego.
Marek, awans, jak to awans, sam nie przyjdzie. Nie ma co owijać w
bawełnę. Jest jednak dobra informacja: zespół Wellbiznes pokaże Ci
jak awansować na pozycję Jade jeszcze przed końcem lata (zarabiając przy
tym co najmniej kilka tysięcy złotych). A potem kombajn Marka będzie
już do Twojej dyspozycji. Ja nie mogę się doczekać chwili, kiedy
będę mógł go odpalić.
Dobra, koniec gadania. Chcesz ten kombajn, czy nie? Aha, nie
powiedziałem najważniejszego. Mark obiecał, że tym kombajnem będzie
można skosić przez rok jakiś MILION dolców! Tak, wiem, brzmi jak
bajka. Ale nie musisz w nią wierzyć. Zresztą najlepiej przekonaj się
osobiście. Żebyś potem nie żałował/a: a mogłem/am w tym być od
początku!
Zapisy przyjmujemy tutaj: http://www.wellbiznes.pl/rejestracja/
To do miłego!
Janusz Panek
-------------------------
wtorek, 12 lipca 2011
sobota, 9 lipca 2011
Wiara góry przenosi?
Właśnie sobie uzmysłowiłem, że wielu ludzi, szukając i w końcu i znajdując przepis na sukces, jakby zapomina o tym, że tak, czy tak – choćby znaleziona receptura była najdoskonalsza z doskonałych – nie obejdzie się bez pracy. Bez pracy i bez ciągłej edukacji.
Powie ktoś: chłopie, przecież ty teraz na nowo proch wymyślasz; o tym zapisano już tony książek i każde dziecko wie, że bez pracy nie ma kołaczy.
No właśnie, każdy niby wie, ale wielu zdaje się z tej wiedzy nie korzystać. Sam często łapię się na tym, że za mało pracuję...
Po co w ogóle podjąłem ten temat. Nie, nie chcę nikogo pouczać. To, co teraz piszę, traktuję bardziej jako element samokształcenia czy samodoskonalenia. Albowiem: zapisane równa się zapamiętane.
Piszę więc te słowa po to, żeby zapamiętać raz na zawsze, że muszę pracować i wciąż się uczyć. A właściwie nie. Nie muszę. Chcę. Chcę pracować i wciąż się uczyć. Chcę, bo rozumiem, że tylko wtedy moja wiara w sukces będzie szczera i nieudawana. A tylko taka wiara góry przenosi.
______________
Powie ktoś: chłopie, przecież ty teraz na nowo proch wymyślasz; o tym zapisano już tony książek i każde dziecko wie, że bez pracy nie ma kołaczy.
No właśnie, każdy niby wie, ale wielu zdaje się z tej wiedzy nie korzystać. Sam często łapię się na tym, że za mało pracuję...
Po co w ogóle podjąłem ten temat. Nie, nie chcę nikogo pouczać. To, co teraz piszę, traktuję bardziej jako element samokształcenia czy samodoskonalenia. Albowiem: zapisane równa się zapamiętane.
Piszę więc te słowa po to, żeby zapamiętać raz na zawsze, że muszę pracować i wciąż się uczyć. A właściwie nie. Nie muszę. Chcę. Chcę pracować i wciąż się uczyć. Chcę, bo rozumiem, że tylko wtedy moja wiara w sukces będzie szczera i nieudawana. A tylko taka wiara góry przenosi.
______________
poniedziałek, 4 lipca 2011
Czyż nie o to chodzi?
...by iść ciągle w stronę słońca i być sobą? No właśnie! Warto, goniąc czasem nie wiadomo za czym, pomyśleć o tym, co tak naprawdę liczy się najbardziej...
środa, 29 czerwca 2011
Kupą, mości panowie (i panie)!
O tym, że w grupie lepiej i skuteczniej się pracuje, wie każdy. No właśnie - tylko co znaczy: wie? Bo wiedzieć, a postępować zgodnie z posiadaną wiedzą, to dwie różne rzeczy.
Nie mam wcale zamiaru rozpisywać się na ten temat i być kolejnym, który udowadnia coś, co wcześniej setki, albo i tysiące razy zostało udowodnione. Ot, po prostu chciałem tylko przypomnieć tę oczywistą prawdę i to przede wszystkim sobie.
A tym, którzy nie mieli jeszcze okazji doświadczyć, jakie korzyści przynosi kooperacja - najlepiej w mądrze dobranym towarzystwie - proponuję, by nie czekali dłużej i nie męczyli się sami. Nie warto.
...
Nie mam wcale zamiaru rozpisywać się na ten temat i być kolejnym, który udowadnia coś, co wcześniej setki, albo i tysiące razy zostało udowodnione. Ot, po prostu chciałem tylko przypomnieć tę oczywistą prawdę i to przede wszystkim sobie.
A tym, którzy nie mieli jeszcze okazji doświadczyć, jakie korzyści przynosi kooperacja - najlepiej w mądrze dobranym towarzystwie - proponuję, by nie czekali dłużej i nie męczyli się sami. Nie warto.
...
sobota, 18 czerwca 2011
Mój mały sukces
Zanim przejdę do meritum, należą się przeprosiny - tym, którzy w ostatnich tygodniach zaglądali na mojego bloga częściej ode mnie... Tak się jednak złożyło, że przez jakiś czas miałem utrudniony dostęp do Internetu (przebywam poza Polską), co przełożyło się na moją krytycznie niską blogerską aktywność. Obiecuję poprawę.
A teraz do rzeczy. Jeden z moich wpisów (zgadnijcie który) konkurował o miano najlepszego artykuły opublikowanego na portalu Ranking MLM. Pierwszego miejsce nie zająłem (tekst zresztą powstał pod wpływem emocji, a nie pod kątem konkursu), ale znalazłem się na czwartym miejscu jeśli chodzi o liczbę głosów oddanych przez internautów. Jak na ogólnopolski konkurs to chyba całkiem nieźle.
Wszystkim więc, którzy głosowali na mój artykuł - wielkie dzięki.
A teraz do rzeczy. Jeden z moich wpisów (zgadnijcie który) konkurował o miano najlepszego artykuły opublikowanego na portalu Ranking MLM. Pierwszego miejsce nie zająłem (tekst zresztą powstał pod wpływem emocji, a nie pod kątem konkursu), ale znalazłem się na czwartym miejscu jeśli chodzi o liczbę głosów oddanych przez internautów. Jak na ogólnopolski konkurs to chyba całkiem nieźle.
Wszystkim więc, którzy głosowali na mój artykuł - wielkie dzięki.
wtorek, 29 marca 2011
Kogo (nie) stać na wellnes?
Jest takie słowo, które w dwóch kontekstach - jako swego rodzaju jakość życia (uwarunkowana m.in. dostarczaniem organizmowi takich substancji, które z jednej strony zapewnią mu sprawniejsze funkcjonowanie, a z drugiej opóźnią proces starzenia się) oraz jako sposób na biznes - jest coraz częściej odmieniane przez wszystkie przypadki. To słowo to "wellness", które w tłumaczeniu z języka angielskiego oznacza "dobre samopoczucie".
Nie tak dawno postanowiłem przewertować Internet, by zobaczyć, co pisze się o wellnes. Powiem szczerze, że byłem zaskoczony - bo na polskich stronach bardzo niewiele jest publikacji na ten temat.
Z jednej strony to dziwne, bo słowo "wellnes" rzeczywiście coraz częściej jest odmieniane przez wszystkie przypadki i to co najmniej w dwóch kontekstach. Pierwszy - to podstawowa treść tego pojęcia, a więc dobre samopoczucie, ale też, a może przede wszystkim - sposób na życie. Drugi kontekst - to wellnes jako sposób na sukces w biznesie.
Nie trzeba być ekspertem, żeby stwierdzić, że znalezienie wspólnego mianownika dla sposobu na życie i dla sposobu na sukces w biznesie - jest możliwe. Już od co najmniej kilku lat udowadniają to różne firmy, oferujące swoje produkty wspomagające ludzki organizm w uzyskiwaniu i utrzymywaniu "stanu wellnes".
Tyle ile firm, tyle produktów. Tyle też przepisów na udany biznes. I tu znów łatwo znaleźć wspólny mianownik - jest nim MLM. A zatem, jeśli ktoś myśli o biznesie w branży wellnes, musi liczyć się z tym, że przyjdzie mu funkcjonować w strukturze marketingu wielopoziomowego.
Trzeba zauważyć, że o ile osiaganie "stanu wellnes" jest wielce kuszącą propozycją - wszak jak najbardziej popartą naukowymi opracowaniami - o tyle "robienie biznesu" w tej branży dla wielu jest (w ich przekonaniu) górą nie do zdobycia. O ile kuszą ich prognozy przyszłych zysków, o tyle jak zimny prysznic działają ceny pakietów startowych i koszty obligatoryjnych miesięcznych zamówień, bez realizacji których nie ma mowy o dochodach własnych. Żeby jednak być sprawiedliwym, należy podkreślić, że to akurat jest bolączką znacznej większości mlm-owych biznesów.
Cóż zatem robić? Wchodzić w biznes wellnes czy nie? Powie ktoś: żeby pić piwo, nie trzeba kupować browaru. Owszem, ale w tym przypadku relacje ceny całej "fabryki" do ceny "towaru" są zupełnie inne niż w przypadku piwa.
Tak naprawdę nikt, kto nie dojrzał do tego, że w dzisiejszych czasach trzeba stać się "konsumentem wellnes", ten nigdy nie osiągnie sukcesu w wellbiznesie. I choć nie jest to łatwe, trzeba dojść do przekonania, że nie może mnie być nie stać na wellnes. Jeśli chcę zachować dobrą kondycję, zdrowie i świetne samopoczucie - to nie mam wyjścia: musi mnie być stać na produkty wellnes.
A skoro "muszę" korzystać z dobrodziejstw produktów wellnes, to dlaczego nie połączyć tego z budowaniem własnego biznesu? Przecież bycie bogatym i zdrowym nie jest zastrzeżone dla nikogo.
..............................................
Nie tak dawno postanowiłem przewertować Internet, by zobaczyć, co pisze się o wellnes. Powiem szczerze, że byłem zaskoczony - bo na polskich stronach bardzo niewiele jest publikacji na ten temat.
Z jednej strony to dziwne, bo słowo "wellnes" rzeczywiście coraz częściej jest odmieniane przez wszystkie przypadki i to co najmniej w dwóch kontekstach. Pierwszy - to podstawowa treść tego pojęcia, a więc dobre samopoczucie, ale też, a może przede wszystkim - sposób na życie. Drugi kontekst - to wellnes jako sposób na sukces w biznesie.
Nie trzeba być ekspertem, żeby stwierdzić, że znalezienie wspólnego mianownika dla sposobu na życie i dla sposobu na sukces w biznesie - jest możliwe. Już od co najmniej kilku lat udowadniają to różne firmy, oferujące swoje produkty wspomagające ludzki organizm w uzyskiwaniu i utrzymywaniu "stanu wellnes".
Tyle ile firm, tyle produktów. Tyle też przepisów na udany biznes. I tu znów łatwo znaleźć wspólny mianownik - jest nim MLM. A zatem, jeśli ktoś myśli o biznesie w branży wellnes, musi liczyć się z tym, że przyjdzie mu funkcjonować w strukturze marketingu wielopoziomowego.
Trzeba zauważyć, że o ile osiaganie "stanu wellnes" jest wielce kuszącą propozycją - wszak jak najbardziej popartą naukowymi opracowaniami - o tyle "robienie biznesu" w tej branży dla wielu jest (w ich przekonaniu) górą nie do zdobycia. O ile kuszą ich prognozy przyszłych zysków, o tyle jak zimny prysznic działają ceny pakietów startowych i koszty obligatoryjnych miesięcznych zamówień, bez realizacji których nie ma mowy o dochodach własnych. Żeby jednak być sprawiedliwym, należy podkreślić, że to akurat jest bolączką znacznej większości mlm-owych biznesów.
Cóż zatem robić? Wchodzić w biznes wellnes czy nie? Powie ktoś: żeby pić piwo, nie trzeba kupować browaru. Owszem, ale w tym przypadku relacje ceny całej "fabryki" do ceny "towaru" są zupełnie inne niż w przypadku piwa.
Tak naprawdę nikt, kto nie dojrzał do tego, że w dzisiejszych czasach trzeba stać się "konsumentem wellnes", ten nigdy nie osiągnie sukcesu w wellbiznesie. I choć nie jest to łatwe, trzeba dojść do przekonania, że nie może mnie być nie stać na wellnes. Jeśli chcę zachować dobrą kondycję, zdrowie i świetne samopoczucie - to nie mam wyjścia: musi mnie być stać na produkty wellnes.
A skoro "muszę" korzystać z dobrodziejstw produktów wellnes, to dlaczego nie połączyć tego z budowaniem własnego biznesu? Przecież bycie bogatym i zdrowym nie jest zastrzeżone dla nikogo.
..............................................
czwartek, 24 marca 2011
Koniec Kabaretu "Jacek Dudzic", czyli... karawana jedzie dalej
Tydzień nie zaczął się dla mnie optymistycznie. "Moja" firma NexEurope wystawiła mnie do wiatru. Gdyby tylko mnie, byłoby pół biedy - osobiście nie poniosłem bowiem wielkich strat finansowych. NexEurope wystrzelił jednak w kosmos co najmniej kilkutysięczną rzeszę swoich europejskich dystrybutorów - nie realizując zamówień, nie wypłacając pieniędzy, blokując europejską stronę internetową. Nie wiem, jak inni, ale ja nie usłyszałem nawet słowa "przepraszam"... Nie o tym jednak chcę pisać.
Chyba na drugi dzień po wycofaniu się NexEurope z naszego rynku otrzymałem e-maila od jednego ze współpracowników firmy MLM, działającej na rynku telekomunikacyjnym.
Ponieważ pocztę od niego otrzymuję dość często, gdyż już jakiś czas temu zapisałem się na jego listę kontaktów, ów e-mail jakoś szczególnie nie zwrócił mojej uwagi, choć w temacie wpisane było tylko jedno słowo: "Koniec". W życiu bym jednak nie przypuszczał, że człowiek działający w innym MLM-ie będzie się zajmował informowaniem swoich subskrybentów o tym, co się dzieje z obca mu firmą, na dodatek nawet nie konkurencyjną dla niego.
Kiedy w końcu otworzyłem list od pana M., oniemiałem. Na początku zdanie: Koniec kabaretu "Jacek Dudzic". Pod nim zdjęcie J. Dudzica z jego profilu na Facebooku, a pod zdjęciem kolejne zdanie: Komik, Jacek Dudzic "Ja sam wybrałem firmę MLM - NexEurope". Pod tym: zdjęcie... Jasia Fasoli i link do strony Network Magazynu (z informacją o wycofaniu się NE z Europy). Dalej treść e-maila, jednego z kilku, jakie wysyłane są do osób zainteresowanych współpracą z zespołem "Wellbiznes", którego Jacek Dudzic jest założycielem.
W sumie może nawet można by się z tego pośmiać. Ludzi różne rzeczy śmieszą, więc pewnie nie jednego i e-mail od pana M. mógł rozbawić. Tylko czy aby ten śmiech jest na miejscu?
Po co o tym wszystkim piszę? Z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze cała sytuacja z NexEurope to tak naprawdę wiele ludzkich problemów, czasem może nawet i dramatów. Powie ktoś: no ale trzeba się liczyć z tym, że firma może upaść. Owszem, trzeba. Nie zmienia to jednak faktu, że ludzie zostali postawieni pod ścianą i jedyne, co mogą, to walić w nią głową... Tylko co to pomoże?
Nie wiem, co pan M. ma do Jacka Dudzica i nawet jeśli, to nie obchodzi mnie to. Uważam jednak, że ten pseudo żart był jednak nie na miejscu. I pal licho, co czuje Jacek Dudzic, bo sądzę, że jest na tyle obyty i odporny, że błoto rzucone w jego kierunku nie upaprze go. Sęk w tym, że w "kabarecie" Dudzica, czyli w zespole "Wellbiznes" pracuje wiele uczciwych osób, którym do głowy by nie przyszło zacieranie rąk z radości, gdyby firma pana M. zachowała się tak, jak NexEurope. Bo zwyczajnie ludziom kulturalnym takie zachowanie nie przystoi. Jest prostackie i głupie. I tyle.
Inna rzecz. Nie tak dawno pan M. rozsyłał instrukcję o tym, czego to nie wolno współpracownikom jego firmy. Nie czytałem tego jakoś szczególnie dokładnie, ale na pewno nie było w tym e-mailu stwierdzenia, że nie wolno (bo ludziom kulturalnym po prostu nie wypada) kopać leżącego, ani obrzucać innych błotem. No właśnie - więc czego ja się właściwie czepiam?
NexEurope w Europie to już historia. Owszem, pozostaje wiele niezałatwionych spraw. Globalnie jednak temat tej firmy został zamknięty - bo chyba nikt nie wierzy w to, że kiedyś tam NE wróci na nasz rynek. I tu dochodzimy do rzeczy najważniejszej. Można by o określić ją i tak: psy szczekają, karawana jedzie dalej. Oraz: w MLM-ie bardziej liczysz się ty niż firma, z którą współpracujesz.
Rzeczywiście, pojedynczy ludzie z teamu Jacka Dudzica ponieśli klęskę. Ale czy to koniec "Kabaretu Jacek Dudzic". Okazuje się, że wcale nie. Bo choć trudno jeszcze w tej chwili stwierdzić, ile osób da sobie spokój z MLM-em, to wiadomo, że znaczna większość ma zamiar działać dalej. Tak samo jak dotąd, a może z jeszcze większym zapałem.
O co więc chodziło panu M.? Wygląda na to, że co najwyżej mógł próbować zaklinać rzeczywistość. No cóż, nie pozostaje mi zatem nic innego, jak życzyć mu powodzenia.
............................................
Subskrybuj:
Posty (Atom)